Lot samolotem z dzieckiem

Pierwszy lot samolotem niesie za sobą wiele wątpliwości i pytań a kiedy lecimy z dzieckiem w naszej głowie zaczyna rodzić się dwa razy więcej myśli tego typu.

Tak było również w naszym przypadku jak to będzie, jak mała zniesie lot, jak odprawa, jaki wózek można wziąć, co z jedzeniem i piciem dla dziecka i mogłabym tak wymieniać i wymieniać w nieskończoność ale po prostu opowiem Wam szybko jak to było u Nas.

Nasz pierwszy lot odbył się do Grecji a dokładnie na wyspę  Zakhyntos. Sam lot z Warszawy trwa około dwóch i pół godziny ale trzeba doliczyć jeszcze czas dojazdu na lotnisko, odprawę, otwarcie bramek, a potem jeszcze transfer z lotniska do hotelu. Czyli nasz czas podróży to było jakieś około 6 godzin i powiem Wam, że cieszyliśmy się z wyboru wakacji do Grecji właśnie ze względu na czas nie długiego lotu, przyznam, że zastanawialiśmy się czy nie lecieć na Wyspy Kanaryjskie ale tam sam lot trwa 5 godzin a gdzie jeszcze reszta tak więc krótszy lot na pierwszy raz to dobry pomysł 😁

Pobyt na lotnisku, odprawę itd. mała przeszła bez problemu, mieliśmy ze sobą aż do „rękawa” wózek typu parasolka, którym bezproblemowo przemieszczaliśmy się po lotnisku.
Wchodząc do samolotu otrzymaliśmy dodatkowy pas dla dziecka do 2 lat, który przyczepia się do pasa rodzica. Dzieci do 2 lat nie mają wykupionych miejsc w lotach czarterowych i siedzą na kolanach rodziców – u nas to również nie był problem ponieważ Laurę trzymał na kolanach tata a ta uwielbia się z nim tulić.
Na czas startu i lądowania najlepiej trzymać dziecku w buzi smoczek, karmić je albo chodź przepajać wodą by pomóc mu przetrwać zmianę ciśnienia. U nas podczas obu startów Laura spała tak więc bez problemu trzymaliśmy jej smoczek w buzi i już. Podczas lądowania w Grecji było trochę marudzenia ale ze względu na to, że było dość późno i mała była zmęczona dało się jej utrzymać smoczek w buzi. Najgorzej niestety zniosła lądowanie w Warszawie😔 od momentu gdy nad Krakowem samolot zaczął obniżać swój pułap zaczęło się marudzenie i płacz a my robiliśmy co tylko się dało jednak nic nie pomagało jeść nie chciała, pić nie chciała, smoczka nie dała sobie utrzymać w buzi tylko krzyczała🙈 z tego wszystkie w ostatnim etapie lądowania zasnęła😢 i moment styku pasa z oponami przespała🤣

Czy było tak strasznie? Jak widać da się wytrzymać 😁
Czy zdecydowalibyśmy się na kolejny lot? Pewnie, że tak! Teraz to już bez najmniejszego zastanowienia i bez żadnego zmartwienia jak to będzie 😉

A Wy latacie z maluszkami? Jakie są Wasze doświadczenia?

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>